Instagram Galeria

Aktualności

06.12.2018
Poznaj Tytanów#7 Szymon Minorowski “To jest raczej zorganizowany chaos niż meksykańskie rodeo”

Po krótkiej przerwie wracamy do naszych wywiadów. Tym razem złapaliśmy Szymona Minorowskiego. Poznajcie Tytana, który kocha sport w wielu odsłonach.

Paulina: To nie jest tak, że zawsze wygrywasz?

Szymon: Częściej przegrywam niż wygrywam.


P:Nie przejmujesz się? Nie masz w związku z tym żadnego stresu?
S: Nie, to nie zawodowstwo. Na szczęście nie wpływa aż tak na moje życie. A na pewno nie na moje życie prywatne.

P: Rozumiem. Czyli traktujesz to jako taką przyjemność z gry?
S: Tak. Jeśli można tak to nazwać, to tak. To jest czysta przyjemność.

P:Zanim zacząłeś grać w football Amerykański, grałeś 12 lat w hokeja, tak?
S:Zgadza się.

 

P: Powiedz mi coś na ten temat.

S: W którym to się zaczęło? W 2001, 2002 albo coś takiego. Oglądałem film "Potężne kaczory"  i od tego się zaczęło. (zamyśla się) Tak, to było to.

P: Film "potężne kaczory"? (śmiech) O czym był?
S: O młodych hokeistach, którzy gdzieś w Ameryce próbowali się wybić, stworzyli drużynę i takie tam. Amerykański sen o hokeju w najprostszej postaci. Rzecz jasna dla dzieci.

P: Czyli byłeś młody?
S:Taaak. Ja zaczynałem jak miałem 16- 17 lat, coś koło tego czyli na hokej już zbyt “stary”.

P: I sam się tym zainteresowałeś, czy może z kolegami?
S: Nie. Sam. To była taka trochę hermetyczna grupa na tym lodowisku. Chłopaki dopiero raczkowali i zaczynali przygodę z hokejem.
Wtedy nie było ani klubu ani nic w tym rodzaju. I tak z roku na rok ogarnęliśmy to całe przedstawienie pod tytułem "hokej w Lublinie".

P: Jakiś pierwszy mecz który wspominasz, albo istotniejsze przedsięwzięcie?
Było. Było takie fajne wydarzenie, które nam się udało zorganizować na skalę Lublina albo nawet i województwa. Tam gdzie było kiedyś lodowisko na Kazimierza Wielkiego, udało nam się zorganizować mecze z drużyną z Warszawy, a później także turniej.
I udało się, wypełniliśmy całą salę gdzie.... "całą salę"? Halę! Na 3,5 tysiąca osób, gdzie nie widziałem nigdy by na skład amatorski tyle osób przyszło, ale wypełniona była po brzegi. I grać na takim wydarzeniu to naprawdę... Do tej pory w footballu nie mieliśmy takiej widowni jak wtedy ale może kiedyś...

P: 3,5 tysiąca osób?
Tak. Calutką halę na MOSIR-rze wypełniliśmy po brzegi i to 2 razy!

 

P: I myślisz, że jeśli chodzi o football amerykański to kiedykolwiek dogonicie ten wynik?
S: Nie (śmiech) Ale poważnie. Musi minąć bardzo dużo czasu i dużo wody w bystrzycy musi upłynąc.


P: Wtedy ile wam to zajęło?
S: Jejku. W sumie nie mam pojęcia. To była szybka organizacja, naprawdę.
Tak czy inaczej ten mecz by się odbył tylko my nie wiedzieliśmy, że uda nam się go zorganizować na taką skalę. Nam wystarczyłby kawałek lodowiska, ludzie dookoła band i byśmy byli zadowoleni jak by przyszło z 200-300 osób, ale dostaliśmy pozwolenie, że możemy wpuścić ludzi na trybuny i to ruszyło! I tak fajnie się ułożyło.

P: A co skłoniło Cię zatem do wyboru footballu amerykańskiego, skoro byłeś przez 12 lat zaangażowany w Hokej?

S:Hokej to był w Lublinie niestety sport sezonowy. Jest do tej pory sportem sezonowym, także dopiero
jak zaczyna się przymrozek, to zaczynają mrozić, a jak robi się ciepło to rozmrażają całe lodowisko. Czyli to jest zabawy na maksymalnie cztery miesiące w roku.

P: A nie jest tak jak w każdym sporcie, że trenujesz cały rok i potem "zwyciężasz" ?
S: Niee (śmiech)

P:Nie na tą skalę?
S: Jeszcze wtedy nie. To były jeszcze bardziej, że tak powiem towarzyskie spotkania na lodowisku niż takie profesjonalne podejście. Bardziej profesjonalne jest np. w Tytanach. Między innymi dlatego wolałem przejść się do Tytanów, ze względu na to wszystko, na tą całą otoczkę. Byli bardziej profesjonalni no i.. Hokej się skończył w Lublinie.Chłopaki się porozjeżdżali i nie było za bardzo już komu grać.

P: Brakowało młodszych kontynuatorów?
S:Tak. Było nas tak naprawdę z sezonu na sezon coraz mniej i mniej. I zostało nas tylu, że nie mieliśmy nawet składu na wyjazd. Wcześniej jeździliśmy po 20- 25 osób, a później ledwo trzy piątki mogliśmy sklecić, także to już umierało śmiercią naturalną.

P:Rozumiem. Grasz w drużynie 4 sezony, który z tych sezonów najbardziej Ci zapadł w pamięć i dlaczego?
S:Bieżący.


P:Bieżący?
S:Bieżący, właśnie ten był dla mnie najsmutniejszy.

P:Dlaczego najsmutniejszy?

S:Bo naprawdę z Kamilem się bardzo dobrze przygotowywaliśmy do tego sezonu, zresztą zmieniłem pozycję z tackla na enda i zaczeły się problemy. ...To moja zmora jeśli chodzi o drużyny póki co… bo pierwszy mecz sezonu w 2017 roku z Rzeszów Rockets od razu po trzeciej chyba zagrywce w pierwszym drivie - szpital (śmieje się).
Pierwszy mecz w 2018 roku także z Rzeszów Rockets - złamałem palec.

P:I to jeszcze Cię nie dyskwalifikuje?

S:Nie. Udało mi się zagrać prawie cały mecz, opuściłem tylko kilka minut żeby mnie fizjoterapeuta zawinął. Dokończyłem spotkanie ale no niestety... później gips i wylądowałem w szpitalu i mnie to wykluczyło na półtorej miesiąca z meczy a na 2-3 tygodnie z treningów. Czyli to już dużo.

P:Jak planujesz nadrobić te straty?
S:Nie da się.  Później było tylko gorzej bo jak pojechaliśmy na kolejny mecz...
To był mój kolejny pierwszy mecz po złamaniu. Pojechaliśmy do Radomia. Połowa meczu minęła. Pierwsze minuty drugiej połowy i.. złamałem drugiego palca.
Także znowu mnie to wyłączyło na resztę sezonu. Przynajmniej troszkę mogłem pobiegać w tym meczu z Radomiem, ale po złamaniu już nie mogłem grać.


P: Ale nastawiasz się na te następne sezony? Nie poddajesz się?
S:Nie, nie poddaje się. Mimo tego, że musiałem przejść operację. Mam śruby w palcu. Wydaje mi się, że jak wytrzyma palec no to i ja wytrzymam. To już ich problem, że tak powiem.


P: Rozumiem, że jesteś wytrzymały.
S:Tak. Zmotywowany raczej (śmiech). Taśma i zobaczymy.


P:Twoją pozycją jest lewy end w defensywie, w trakcie gry w hokeja też grałeś jako obrońca, czy czujesz się do tego w jakiś sposób predestynowany?
Znacznie wygodniej mi szczerze mówiąc jest bronić. Dzięki hokejowi to się bardzo dobrze rozwinęło, bo 12 lat w zasadzie to trwało i dużo widzę i wydaje mi się, że całkiem sensownie reaguję.
Znacznie bardziej wolę to niż jakbym teraz miał przejść do ofensywy.

 

P: Co znaczy dużo widzę? Chodzi o peryferyjne widzenie?
S: Tak. Na pewno to się rozwineło ze względu na hokej.  Na lodzie wszystko sie dzieje znacznie szybciej, to była gra ciągła i trzeba było bardzo uważać i dużo widzieć.


P:Czy za parę lat chcesz dalej grać z Tytanami?
S:Tak. Oczywiście! Nie wybieram się nigdzie indziej. Zakorzeniłem się w Lublinie.
Mam nadzieję, że klub będzie istnieć tyle, ile ja będę mógł w nim grać i jeszcze dłużej. Umówiliśmy się z Kamilem i obiecaliśmy Randy’emu, że do 40-stki będziemy grać, także jeszcze 8 lat.

P:Na co zwracasz uwagę w trakcie treningów? Na co kładziesz nacisk?
S: Na nic i na wszystko. Wg. mnie 80% sukcesu to przygotowanie poza treningami czyli siłownia dieta sreta, bieganie itd. W tamtym roku z naszym trenerem był zawodnik Bartosz Guzal i bardzo mi się podobał jego system trenowania bo był ostry bardzo.


P: Ostry?
S:Tak. Trzymał bata, naprawdę, żeby ogarnąć tą całą bandę to trzeba człowieka z "jajami" który nie boi się przekląć i ukarać swoich zawodników.
Do nas do defensywy tak, może do ofensywy to nie bo oni się wszystkiego boją (śmiech) ale do nas tak. Do nas trzeba chłopa z pałą żeby dotarło. Teraz Bartosz odszedł, zrezygnował bo troszeczkę mu to kolidowało z życiem prywatnym więc ze łzami w oczach przeprosił i nas opuścił. Hucznie go pożegnaliśmy bo dobrze nas wyszkolił. Aktualnie trenerem jest Maciek, tez zawodnik.

 

P:Dopiero się zapoznajecie z jego systemem treningowym?

Z jego systemem tak. Czasem też sami trenujemy.
Jeździliśmy na szkolenia. Coś tam liznęliśmy tego footballu poza Lublinem więc myślę, że w dobie kryzysu jesteśmy w stanie trenować się samodzielnie.


P:Czyli jak to jest z tym trenerem? Czy "mocny" trener jest dla drużyny wsparciem?
S: Wydaje mi się, że tak. Nawet ze względu na sam charakter tego sportu.
Jest ciężko, trzeba się wiele razy przełamywać i potrzeba gościa który będzie biegał,
mobilizował kiedy trzeba, bo jest ciężko. Są kontuzje, są urazy jest zmęczenie, to wszystko boli.

P: I mimo wszystko cały czas chcecie grać z tego co widzę?
S:Tak! To jest taki poziom adrenaliny, że już nic nie jest ważne.

 

P:Czyli to o adrenalinę chodzi?
S:Tylko i wyłącznie.


P:Rozumiem. Czyli jesteście fanami ostrych wrażeń?
S: Tak, ale to znacznie “spokojniejsza” wersja footballu niż ta, którą pokazują na YT.

P:Czy jest coś co mógłbyś poprawić w swojej grze?
S: Na pewno tak. Mógłbym się nauczyć nie łamać palców. To mi pomoże.(śmiech) Jeszcze tego nie umiem ale mam nadzieję, że się nauczę, a jak nie to będę owijał palce taśmami.
Na pewno też w tamtym roku trochę przesadziliśmy z masą z Kamilem, bo postawiliśmy na masę nie na szybkość (śmiech). To był strzał w kolano.


P:Nie było łatwiej?
S:Nie. Było wręcz przeciwnie. Ciężko i powoli. Teraz troszkę poszliśmy po rozum do głowy i będzie lżej a szybciej.


P:Czy złośliwości między ofensywa a defensywa to normalka?

S:Tak. To już jest chyba tradycja w footballu. Tak czy inaczej na każdym treningu spotykamy się z ofensywą i bijemy się po głowach.

P: I jakie jest podłoże tego konfliktu. Dlaczego się "nie lubicie"?
S: Bo oni są gorsi to na pewno (śmiech). Do tego są grubi i wolni.

P:A co oni by powiedzieli o was?
S:że jesteśmy tępakami (śmiech)

P: Rozumiem. Czyli to jest tradycja?
S:Tak. Te linie zawsze leją się ze sobą. Linia ofensywna i linia defensywna. Ci najwięksi z największymi zawsze rywalizują. Oni mają w tym interes i my go mamy. To jest też dodatkowo motywacja między innymi do gry.


P:Z moich źródeł wiadomo mi, że robicie sobie żarty w drużynie?
To głównie dotyczy właśnie tej rywalizacji między naszymi liniami.
My jesteśmy bardzo zgranymi liniowymi, współpracujemy ze sobą od kilku lat
i znamy się bardzo dobrze bo utrzymujemy kontak także poza boiskiem.

P:Jaki jest Twój cel jeśli chodzi o sport?
S:Marzy mi się zawsze to przejście ligę wyżej. Zdobycie pucharu, ale też stąpam po tej ziemi już stabilniej i zdaję sobie sprawę z tego, że może nigdy do tego nie dojść, ...ale oby trenować!

P: A gdyby nie to to myślisz żeby zostać trenerem?
S: Myślę że może i tak. Jest wiele opcji żeby pozostać w tej drużynie nie będąc już zawodnikiem także może i w przyszłości tak ale... Nie.
Teraz skupiam się na grze bo to jest to co jest moim konikiem. Będę grał póki  Bozia da i później będę się zastanawiał.


P:Czy podglądasz innych zawodników pod względem taktycznym?

S: Podglądam. Mamy niestety stronę którą z meczami które musimy oglądać. Trener Kitek wynalazł to cudo i widzi kto oglądał. Obgadujemy przez internet mecze, innych drużyn i te które graliśmy.

P: Czyli trener znalazł sposób na dyscyplinę?
S:Tak. Jeśli chodzi o przygotowywanie do meczów to oglądam poprzednie mecze przeciwników żeby pod względem taktycznym ich podejrzeć, co oni tam robią w ofensywie.

P: I jakie to ma potem przełożenie na grę? Obejrzysz mecz przeciwników, oni zastosują dane ustawienie i Ty wiesz jak się zachować?
S: Zasadniczo tak. To jest wszystko gra schematów także dobra drużyna jest w stanie grać dosłownie dwoma,
trzema zagrywkami przez cały mecz. Po pierwszych kilku ruchach zawodnika już wiadomo co z grubsza się wydarzy więc to nie jest taka niespodzianka z kosmosu. To jest raczej zorganizowany chaos niż meksykańskie rodeo. W meczu jest trochę inaczej bo adrenalina buzuje itd. Wiadomo, jak się stoi już na linii, przyjmuje się pozycje i czekasz na pierwszy snap to już się o niczym nie myśli.

P:Dziękuję Ci bardzo za wywiad.
S: Również dziękuję.



Rozmawiała: Paulina Wójcik

Zdjęcia: Industi - Software & Branding.



Po krótkiej przerwie wracamy do naszych wywiadów. Tym razem złapaliśmy Szymona Minorowskiego. Poznajcie Tytana, który kocha sport w wielu odsłonach.

autor: Paulina Wójcik