Instagram Galeria

Aktualności

06.07.2018
Poznaj Tytanów #4 Marcin Grosman „Organizacja, która będzie ponad nas”

Dziś przedstawiamy Wam rozmowę z jednym z najbardziej doświadczonych zawodników Tytanów Lublin. Zapraszamy do lektury wywiadu z grającym z nr 45 na pozycji Running Backa Marcinem „Bosmanem” Grosmanem. Rozmowa trwała ponad godzinę i gdyby nie trening Marcina, mogłaby zamienić się w wywiad rzekę.

(red. Runnig back – RB – biegacz – zawodnik należący do formacji ataku. Jego zadaniem jest bieg z piłką po wyznaczonej „ścieżce” i zdobycie jak największej ilości punktów. Ustawiony jest tuż za rozgrywającym.)

 

Jak rozpoczęła się twoja przygoda z Tytanami?

„Zachorowałem” na futbol amerykański, podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych. Co ciekawe, wyjechałem tuż przed rozpoczęciem sezonu NFL, więc nie widziałem żadnego meczu – do zarażenia się wystarczyły reklamy, które wzbudziły moje zainteresowanie. Po powrocie do Polski zacząłem szukać drużyn. Najbliższa była w Warszawie.

 

Czyli musiało to być przed 2009 rokiem?

Tak. Tytanów jeszcze nie było. To był chyba 2007 rok. W związku z brakiem drużyny w Lublinie robiłem to, co mogłem zrobić (śmiech) – grałem w Maddena (red. gra Futbolu Amerykańskiego na konsole
i PC wydawana cyklicznie przez EA Sports). Starałem się dokładnie zrozumieć, o co chodzi w futbolu. Jakiś czas później mój sąsiad powiedział mi, że w Lublinie są jacyś Tytani. Znalazłem ich stronę, spisałem numery telefonów, nawiązałem kontakt i pojechałem na tego osławionego Fryderyka na Czechowie. Na miejscu spotkałem, ku swojemu zdziwieniu kilku znajomych, w tym Łukasza Kołodziejczyka (red. aktualnie pierwszy trener Green Daucks Radom). To był śmieszny widok (śmiech), zastałem w sumie pięciu ludzi, 2 pady i kaski. Nie graliśmy w nich, bo nie dla każdego oczywiście tego sprzętu wystarczyło. Tak wyglądał mój pierwszy trening i tak zostałem w tej drużynie.

 

Mówisz o „Fryderyku”, rozumiem, że to było pierwsze boisko Tytanów?

Dla mnie pierwsze. Chłopaki zaczynali na Błoniach pod zamkiem.

 

Czyli można powiedzieć, że jesteś z tej starej gwardii. Czy jest starszy stażem zawodnik od Ciebie, który pamięta te czasy?

Z zawodników nie ma chyba nikogo takiego. Z trenerów tak – Andrzej Jakubiec (red. trener formacji ofensywnej) i Marcin Kiciński (red. trener formacji defensywnej). Przepraszam! Mateusz Majewski (red. rozgrywający Tytanów) – pamiętam go ze starych zdjęć spod zamku, więc on także pamięta ten okres.

 

Opowiedz proszę o czasie spędzonym w USA.

Odwiedzałem tam rodzinę i przy okazji grałem w drużynie amatorskiej. Nie miałem czasu na poważne zajęcie się sportem, ponieważ dodatkowo pracowałem nocami.

 

Mówiłeś o Maddenie. Ja osobiście uważam, że jest to świetne narzędzie do zrozumienia podstaw i nauczania się mechanizmów gry.

Tak. Przychodząc na pierwszy trening Tytanów już znałem zasady dzięki tej grze, a zrozumienie taktyki przyszło z czasem. Kiedy człowiek zrozumie podstawowe zasady, futbol okazuje się ciekawszy od piłki nożnej. My, Polacy, jesteśmy wychowywani w kulcie gier powiedziałbym „ciągłych”, dlatego sporty „turowe” jak futbol czy baseball, niepotrzebnie nas przerażają. Wszystkim się wydaje, że przerwy niszczą grę. A dzięki nim można dokładnie przyjrzeć się zagraniom, a sama rozgrywka jest o wiele intensywniejsza. Mecz nie ma martwych punktów jak w piłce nożnej, kiedy zawodnicy wymieniają podania między sobą w środkowej strefie boiska. To wszystko sprawiło, że futbol to moja dyscyplina. Poczułem tą magię i tak zostało.

 

Siedzimy w Perła Sport Pub i słyszymy kibiców oglądających mecz Polska - Litwa. Interesuje Cię dzisiejszy wynik? Oglądasz czasem piłkę nożną?

Nie jestem zamknięty na inne dyscypliny i na pewno obejrzę Mundial. Lubię też Ligę Mistrzów, ale muszę zaznaczyć, że nie jestem kibicem telewizyjnym. Póki wiek i zdrowie pozwalają, wolę sport uprawiać, niż stać z boku. Tylko na Super Bowl rezerwuję sobie wolne w pracy (śmiech).

 

Wspomniałeś o swoim wieku. Który to już Twój sezon w Tytanach?

To mój siódmy sezon od 2010 roku – jeden ominąłem, ponieważ na świat przyszedł mój syn – proza życia.

 

Marcin, co robisz, na co dzień?

Na co dzień pracuję w sądzie okręgowym, jako protokolant w wydziale rodzinnym. Czyli zajmuję się rozwodami (śmiech).

 

Co najbardziej cenisz w Tytanach?

Moje wrażenie jest takie, że bardzo dużo drużyn w Polsce tak skoncentrowało się na wygrywaniu, że zapomnieli o radości, jaką może dawać futbol. Razi mnie to zarozumialstwo i to pompowanie swojego ego. My podchodzimy do tego chyba bardziej rekreacyjnie. Chyba jesteśmy bardziej kolegami, których połączył klub niż zawodnikami. Ta rodzinna atmosfera działa na naszą niekorzyść, bo czasami ciężko nam się skupić na treningach i meczach. Jednak niezaprzeczalne jest to, że trzymamy się blisko. Szczególnie zawodnicy defensywy, oni praktycznie są jak jeden organizm (śmiech).

 

Nie chciałbym być w waszej skórze, kiedy trenerzy to przeczytają.

(śmiech)

 

Tytani chyba mają duży wybór zawodników grających na Twojej pozycji?

Muszę przyznać, że Artur i Maciek (Artur Czarnik i Maciej Szymczak – pozostali RB Tytanów – wywiad z pierwszym z nich do przeczytania ->tutaj<- ) to przyszłość tej drużyny i będą mnie powoli zastępować. To pozycja dla osób młodych, silnych i szybkich. Może to czas żebym znalazł sobie nowe miejsce na boisku, bo chłopaki rzeczywiście dobrze sobie radzą. Ostatnie treningi spędzam zresztą, jako rezerwowy rozgrywający.

 

Czyżby Kapitan Lublin miał konkurenta?

(cisza) W meczu z Green Ducks Radom nie zagra z powodów rodzinnych. Ja jestem szykowany, aby go zastąpić.

 

Jak się z tym czujesz? Wierzysz w siebie i jesteś w stanie zagrać tak dobrze jak on?

Trener Jakubiec dużo ze mną pracuje, czuję wsparcie od całej ofensywy. Wszyscy wiedzą, jaka jest waga tego meczu i że jest na mojej głowie. Dzięki tej sytuacji znowu poczułem emocje, które wywołuje mecz. Dokładnie jak wtedy, kiedy zaczynałem swoją przygodę z Futbolem Amerykańskim.

Przyłapałem się ostatnio w pracy, że myślę o pojedynczych zagrywkach, które ćwiczyliśmy i staram się to poukładać w głowie. Mam koszmary, że przez moje złe podanie przegrywamy mecz...

Postaram się zagrać ten mecz tak, jak nie zagrałem żadnego do tej pory.

(red. - mecz został rozegrany 23.06.2018 r. Marcin, choć nie uniknął błędów, zagrał bardzo przyzwoite zawody popisując się wielokrotnie znakomitymi podaniami i biegami.)

 

Co chciałbyś zmienić udoskonalić w swojej grze?

Chciałbym być szybszy, ale chyba już dla mnie za późno (śmiech). Zastanawia się, czy nie trenować juniorów, ale atmosfera treningów i gier bardzo mnie uzależniła. Chcę pograć jeszcze sezon może dwa, a potem przekazać pałeczkę młodszym graczom.

 

Dokąd chciałbyś zajść z tą drużyną?

Chciałbym, żeby ta drużyna była organizacją tak dużą i tak trwałą, aby np. mój syn grał w tej drużynie.
Nie chcę, żeby była to drużyna starych kolegów, ale była czymś takim, co będzie ponad nas. Stawiam sukces organizacyjny ponad sukces sportowy. Mam na myśli przygotowanie takich fundamentów, które uczynią klub ponadczasowym. Popatrzmy na to, co działo się we Wrocławiu przed powstaniem Panters. Jestem pewny, że ponad połowa ludzi interesujących się polskim futbolem nie wie, jakie tam były kluby i które z nich zdobywały mistrzostwo. Mam wrażenie, że przez te zawirowania dziedzictwo tych klubów przepadło, a o sukcesach pamiętają tylko zawodnicy. Marzę, aby Tytani byli organizacją trwałą. Osobiście o przypieczętowaniu swojej przygody jakimś tytułem, dlatego zależy mi na wygraniu LFA 2 w tym sezonie.

 

Jakie jest twoje najlepsze wspomnienie związane z Tytanami?

Sławetny mecz z Tychy Falcons. To jest coś, do czego wracamy.

 

Masz na myśli mecz, w którym zostaliście przez nich zamordowani? (red. mecz sezonu 2016 zakończony wynikiem 80:0 dla Tyszan).

Nie! Był dużo wcześniej taki mecz rozgrywany w Tychach, który wygraliśmy ostatnią zagrywką w dogrywce, grając w niesamowitym upale. Ten mecz wraca jak bumerang w rozmowach.

Gwarantuję Ci, że jak z kimś dłużej porozmawiasz o Tytanach, to pojawi się temat tego meczu. (śmiech) Nigdy go nie zapomnę. Co sezon przypominamy o nim młodym zawodnikom.

 

Mówisz o czasach, w których mogliście wygrywać z Tychy Falcons. Dzisiaj oni są w czwórce najmocniejszych polskich klubów. Powiedz, co się stało, że teraz między Tytanami a Falcons jest taki dystans? Oni budują drużynę, która będzie chciała w perspektywie dwóch sezonów realnie walczyć o mistrzostwo, a Tytanów czeka prawdopodobnie ciężka walka o awans do LFA1. To Tychy tak przyśpieszyły, czy to Tytani zatrzymali się w miejscu?

Nasze kluby powstały mniej więcej w tym samym czasie. Pierwszy mecz graliśmy z nimi u nas w Lublinie. To była czysta amatorka. Na szybko przygotowane boisko i dwie drużyny na podobnym poziomie. Wygraliśmy ten pojedynek, tak jak kilka następnych z nimi w tamtym sezonie, aż przyszedł finał, w którym nas rozgnietli. Zgubiła nas pewność siebie. Oni nauczyli nas, że najpierw trzeba wygrać mecz, a dopiero potem celebrować zwycięstwo.

 

Wydaje mi się, że tę lekcję powinniście przekazywać młodym zawodnikom, szybciej niż historię meczu wygranego w dogrywce.

Zgadzam się. Ten mecz wygrany w dogrywce to historia z gatunku „kiedyś to było!” (Śmiech).

Wracając do meczu – siadło nam po nim morale. Przecież to była drużyna, z którą wygrywaliśmy w tym samym sezonie. Oni nam nie odskoczyli przez transfery, tylko byli konsekwentni w tym, co robili. Kolejną rzeczą, która nas męczy to straty kluczowych zawodników. Zawsze po udanym sezonie odchodzi od nas ktoś, kto ma duży wpływ na oblicze drużyny. Zaczęło się od odejścia Tomasza Melaniuka, który debiutował 2 dni po rekrutacji podczas sparingu z Falcons. Wtedy na boisku nie wiedział, co się dzieje, a z czasem wyrósł na bardzo dobrego Line Beckera (red. LB- wspomagający – zawodnik formacji defensywnej, którego głównym zadaniem jest powalenie RB, atakowanie rozgrywającego lub przejęcie podania). Tomek wziął obronę pod swoje skrzydła i zaczął ją trenować. Sam nauczył się jak prowadzić defensywę, która grała jak na tamte czasy kapitalnie. Niestety zdecydował się na przeniesienie do Warszawy, gdzie do dziś gra w drużynie Warsaw Eagles. Następny był Krzysiek Stojak, naprawdę świetny Wide Receiver (red. WR - skrzydłowy – zawodnik formacji ataku. Jego zadaniem jest odbiór i jak najdalszy bieg z piłką podaną przez QB -rozgrywającego), który również opuścił nas na rzecz Warszawy. Mieliśmy wielu WR’ów, ale jemu ręce „najbardziej się kleiły”. W następnych sezonach odeszli od nas Bartek Trubaj i Wojtek Wójcik… Za każdym razem, kiedy odchodzi zawodnik, który jest filarem drużyny, to trochę podupadają morale. Czujemy, że mamy duże buty do wypełnienia i dlatego mamy słabe początki sezonu, tak jak na początku tego roku.

 

Prawie dostałem zawału podczas meczu domowego z Green Ducks. Co sądzisz o metamorfozie tej drużyny?

Wygraliśmy go zdecydowanie dziesięcioma punktami…

 

…, ale przypominam, że graliście z drużyną godną Was, która stała się jednym z potentatów! W zeszłym sezonie gładko z nimi wygrywaliście.

Tak, to trzeba przyznać. W ciągu kilku miesięcy zmienili się, ale w tym duża zasługa Łukasza Kołodziejczyka. Odszedł od nas, znając nasze mocne i słabe strony.

 

Jakie są twoje zainteresowania?

Futbol to cały mój świat. Czasami lubię pograć na konsoli i na perkusji.

 

Twój ulubiony graczy i drużyna z NFL to:

New England Patriots - jestem gotowy na hejt. (śmiech) Jestem ich fanem jeszcze sprzed etapu sukcesów. Ludzie śmieją się z nich, że są w stanie wziąć kasjerów z sieciówki i zrobić z nich gwiazdy NFL. To mi się podoba – nie sprowadzają do siebie wielkich nazwisk – oni je u siebie tworzą.

Mój ulubiony gracz to oczywiście Tom Brady. Mimo wszystkich oskarżeń droga, którą przeszedł, jest imponująca. Można go nienawidzić, ale nie można mu odmówić, że dokonał niemożliwego.

 

Kogo dominujesz do następnego wywiadu?

Alessandro D’Alice. To, co zrobił w tym sezonie, to coś niesamowitego. Na pierwszych treningach był zagubiony, a teraz zamienił się w bestię.

 

Dziękuję za rozmowę.

Dzięki!

 

Już za tydzień przeczytacie wywiad z jednym z naszych zagranicznych zawodników Alessandro D’Alice. Zapraszamy państwa do dyskusji, przesyłania uwag oraz propozycji pytań. Jednocześnie zachęcamy do brania udziału w konkursach, obserwowania profilów Tytanów
na Facebooku oraz Instagramie.

Kończąc, – Jeśli masz ochotę współtworzyć organizację Tytanów – zapraszamy do kontaktu przez profile internetowe. Na pokładzie tego okrętu, dla każdego znajdzie się zajęcie.

autor: Kamil Chrzan