Instagram Galeria

Aktualności

20.06.2018
Poznaj Tytanów #2 Artur Czarnik „Tytani ponad wszystko”

W kolejnej odsłonie naszego cyklu „Poznaj Tytanów” rozmawiamy z Arturem Czarnikiem, 25-letnim running backiem Tytanów Lublin. Grający z numerem „28” mierzący 188 cm wzrostu zawodnik gra swój drugi sezon i przez wielu komentatorów uważany jest za jeden z najjaśniejszych punktów drużyny z Lublina.


Jakie to uczucie znaleźć się dwa razy w zestawieniu najlepszych zawodników ofensywy kolejki?


Artur Czarnik: Nigdy nie spodziewałem się, że trafię do takiej jedenastki. Czuję się doceniony, bo to zaszczyt. Jednocześnie wiem, że wysiłek jaki włożyłem w treningi, podczas pobytu w Stanach, nie poszedł na marne. Nie będzie jednak tak, że spocznę na laurach. Chcę być coraz lepszy i dalej się rozwijać.


Czy mógłbyś rozwinąć temat swojego pobytu w Stanach? Co robiłeś z kim trenowałeś?


Spędziłem tam pół roku w okresie przygotowawczym do sezonu. Miałem szansę trenować pod okiem zawodników lig NCAA (National Collegiate Athletic Association - instytucja zajmująca się organizacją zawodów sportowych szkół wyższych w USA) – to było dla mnie cenne doświadczenie móc z nimi chociażby porozmawiać. Kilka razy obserwowałem również ich treningi na siłowni i boisku. Tego kontaktu z futbolem było naprawdę bardzo dużo, dlatego ten sezon jest w moim wykonaniu o wiele lepszy od poprzedniego. Zdobytym doświadczeniem staram się dzielić z kolegami z drużyny - jestem właśnie w trakcie prowadzenia cyklu szybkościowego. Mam podstawy i przygotowanie bo przed wstąpieniem w szeregi Tytanów byłem lekkoatletą, trenowałem sprint i skok w dal.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z Tytanami?


Do drużyny dostałem się zaraz po zakończeniu kariery lekkoatlety - potrzebowałem czegoś nowego, bo nie wyobrażałem sobie życia bez sportu. O rekrutacji dowiedziałem się z profilu facebook’owego Tytanów. O samym sporcie nie wiedziałem nic. Nie miałem pojęcia jakie są zasady, nawet nie zdawałem sobie sprawy, że istnieje jakakolwiek polska liga. Po kilku pierwszych treningach zrozumiałem, że futbol amerykański to był strzał w dziesiątkę. Zacząłem czytać, oglądać mecze i zaraziłem się.

Dlaczego futbol?


Wiesz co... jak już mówiłem, lekkoatletykę trenowałem w sumie przez sześć lat. Jak wiadomo są to
sporty indywidualne. Mi brakowało tego, co nazwałbym duchem drużyny. Właśnie ten „team spirit”,
to poczucie, że gramy razem, że jesteśmy jak jedna wielka rodzina - znalazłem w Tytanach. Do futbolu
przekonało mnie również to, że nie jest to sport dla ludzi o słabym charakterze. To wszystko razem
jest podstawą gry i warunkiem wygrywania. Jeśli ktoś ma zbyt słaby charakter i nie nosi w sercu
ducha walki, jeśli drużyna nie jest jak rodzina, to lepiej dać sobie spokój.


Tak jak mówi trener Hacker – „jeśli nie masz do tego serca – zapomnij”.


Dokładnie.


Co jest najtrudniejsze w grze na Twojej pozycji?


Intensywność gry. To znaczy - ilość biegów „na pełnej szybkości”, dodatkowo bardzo dużo kontaktu.
Pod względem fizycznym, kondycyjnym i wydolnościowym jest to niezwykle wymagająca pozycja.
Tutaj tych spotkań z przeciwnikiem jest najwięcej. Dodatkowo, od running backów oczekuje się
zdobywania jardów i punktów – więc taki ciężar trzeba też umieć udźwignąć.


Co chciałbyś zmienić - udoskonalić w swojej grze?


To dopiero mój drugi sezon, więc na pewno brakuje mi jeszcze boiskowego “cwaniactwa” i
doświadczenia, ale mam nadzieję, że to przyjdzie z czasem.


Co najbardziej cenisz w Tytanach?


Powtórzę to, co powiedział Mateusz w poprzednim wywiadzie – atmosferę. Przekrój wiekowy w
drużynie jest dość duży. Mimo to, relacje pomiędzy zawodnikami, jak również na linii zawodnicy-
trenerzy są na wysokim poziomie, co mi, jako nowemu zawodnikowi, bardzo ułatwiło odnalezienie się
w drużynie i czucie się w niej swobodnie. (Cały wywiad z Mateuszem Majewskim vel. Kapitanem
Lublin -> tutaj <-)


Co byś zmienił w drużynie? Czego jej najbardziej brakuje?


Chciałbym, aby nasza drużyna szła w stronę profesjonalizmu - mam na myśli rozwój organizacyjny.
Życzyłbym sobie też, abyśmy my jako zawodnicy podchodzili zarówno do treningów, jak i do gry
mniej amatorsko…


By być profesjonalistami wśród amatorów.


Dokładnie. Chciałbym, byśmy wszyscy wychodzili z założenia, że jeśli już zdecydowaliśmy się na grę w
Tytanach, to żebyśmy robili to na 100% i dawali z siebie wszystko. Mimo, że jest to sport amatorski
powinniśmy podchodzić do niego profesjonalnie.


Artur, dokąd chciałbyś dojść z tą drużyną? Jakie są Twoje sportowe marzenia?


W tym sezonie – medal. Chciałbym, żebyśmy wygrali LFA2 i oczywiście awansowali do LFA1. Myślę, że
jest to w naszym zasięgu, pomimo wielu mankamentów, które musimy jeszcze poprawić.
Moim prywatnym marzeniem jest móc kiedyś wystąpić z orzełkiem na piersi i zagrać dla
reprezentacji.


Co byś zrobił gdyby pojawiła się oferta gry w LFA1? Pytam, ponieważ jako kibic Tytanów
zmartwiłem się, że po dwóch nominacjach Twojej osoby do składu kolejki mogłeś pojawić się
na celowniku klubów lepiej sytuowanych.

Tytani ponad wszystko. Lublin to miasto, które kocham chociaż mieszkam tu dopiero 8 lat. Kariera
sportowa ma dla mnie mniejsze znaczenie niż ten klub i to miasto.


Kim jest Artur Czarnik?


Na co dzień jestem mężem mojej wspaniałej żony, która jest największym kibicem mojej osoby i
Tytanów. Jeśli chodzi o zawód – jestem inżynierem, zajmuje się odnawialnymi źródłami energii.


Jakie są Twoje zainteresowania?


Poza futbolem - muzyka liturgiczna. Od 8 lat śpiewam w chórze przy klasztorze dominikanów w
Lublinie.


Kto jest Twoim ulubionym graczem z NFL? Jakiej drużynie kibicujesz?


Ulubiona drużyna to Philadelphia Eagles. Muszę jednak rozczarować tych, którzy powiedzą, że jestem
sezonowcem i wybrałem akurat ich bo wygrali ostatni Super Bowl (śmiech). Podczas moich pobytów
w Stanach Zjednoczonych udało mi się dwukrotnie być na ich meczu. Eagles obserwuje od dłuższego
czasu, ich styl gry bardzo mi odpowiada, dlatego właśnie zostałem ich kibicem - długo przed
wygraniem ostatniego Super Bowl.

Co do zawodnika to nie mam “tego jedynego”. Na pewno podziwiam świetnych biegaczy, takich jak
Ezekiel Elliott z Dallas Cawboys czy Jay Ajayi z Philadelphii. Dołączyłbym do nich rozgrywającego
Eagles czyli Carsona Wentza.


Czemu nie Foles za jego grę w tegorocznym finale?!


Oj wiesz… to końcówka sezonu. A Carson to zawodnik, który ma jeszcze dużo do udowodnienia.
Myślę, że gdyby nie kontuzja to zostałby zawodnikiem sezonu w NFL.


Bardzo dziękuję za wywiad.


Ja również dziękuję.

fot. Elbrus Studio

autor: Kamil Chrzan