Instagram Galeria

Aktualności

25.07.2018
Poznaj Tytanów#6 Dawson Davis „Moją zapłatą jest zwycięstwo”

Zapraszamy do lektury wywiadu z 34-letnim Dawsonem Davisem, jednym z naszych dwóch zagranicznych zawodników. Grający z numerem #71 Amerykanin opowiada między innymi o tym, co łączy go z Polską oraz co drażni go w naszym podejściu do sportu.

 

Dawson, jak to się stało, że grasz w Tytanach?

Szukałem dla siebie miejsca, w którym będę mógł dalej być aktywny i grać w football. Wcześniej mieszkałem na Ukrainie i nie chciałem się przenosić zbyt daleko. O Tytanach dowiedziałem się przeszukując Internet. Skontaktowałem się z Head Coachem (red. HC- trener główny) Tytanów, Randym Hackerem, który zaprosił mnie na treningi. Reszta jest historią.

 

Wiem, że służyłeś w wojsku. Jak to wpłynęło na Ciebie, jako człowieka i zawodnika?

Służyłem w US Army. Uważam, że gdyby nie służba byłbym dziś zupełnie inną osobą. Wojsko zmieniło mnie z małego chłopca w przyzwoitego człowieka. Przynajmniej w połowie… (śmiech). Nie jestem idealny, ale armia nauczyła mnie tych najprostszych życiowych spraw jak odpowiedzialność, punktualność, jak się zachowywać jak okazywać ludziom szacunek. Wiesz jak to jest, kiedy masz 18 lat i myślisz, że wiesz wszystko, a jesteś tak naprawdę draniem. To są sprawy naprawdę podstawowe, takie jak używanie tych ważnych słów „proszę, przepraszam, dziękuję”. W wieku 18 lat to były proste uprzejmości, o których wadze nie miałem pojęcia. Wojsko udowodniło mi, że jednak nie jestem wszechwiedzący i pokazało jak dorosnąć i stać się lepszą osobą. Jeśli chodzi o sport, to dzięki przygodzie z wojskiem zrozumiałem, że moje ciało ma ograniczenia i jak to jest, kiedy jesteś naprawdę zmęczony. Żeby wykonywać zadania musisz być w pewnym stopniu atletą. Pierwszy lepszy człowiek nie będzie w stanie przejść 40 kilometrów z 30 kilogramowym plecakiem, będąc jednocześnie obwieszonym uzbrojeniem. Fakt, że wojsko wymaga od ciebie sprawności fizycznej na pewno pomaga w utrzymaniu się w reżimie treningów.

 

Z którego stanu pochodzisz i czy ciężko było Ci zaaklimatyzować się w Polsce?

Nie było specjalnie ciężko. Pochodzę z Kalifornii, ale wiele osób nie wie, że na północy tego stanu jest o wiele zimniej niż w Polsce. Jestem też w 25% Polakiem, moja babcia jest Polką.

Jeżeli chodzi o moje korzenie to język polski to jedyny, jakiego nie znam. (śmiech)

Chyba Jestem pierwszą osobą z mojej rodziny, która zdecydowała się na powrót. Może, dlatego nie miałem problemów z aklimatyzacją. Tak jak wspominałem, wcześniej mieszkałem jakiś czas na Ukrainie i muszę powiedzieć, że Polska i Stany Zjednoczone są do siebie o wiele bardziej podobne niż Polska i Ukraina. Ludzie mogą mi nie wierzyć, ale rozwój, sposób życia tutaj w Polsce i w Stanach dla mnie wygląda tak samo. Podoba mi się w Polsce. To ważne móc zobaczyć skąd pochodzą moi przodkowie. Uważam Polaków za wspaniałych ludzi, a Polskę za wspaniałe miejsce. Lublin, mimo że jest dużym miastem, jest bezpieczny i nie ma tu takich problemów, jakie mają miasta tej samej wielkości w Stanach. Na pewno macie jakieś problemy, ale to wspaniałe miasto i wspaniały kraj.

 

Czy Tytani mogą liczyć na Ciebie w na następnym sezonie?

Nie wyobrażam sobie żebym w Polsce grał gdzieś indziej niż w Tytanach. To wszystko jednak zależy od moich spraw osobistych. Bardzo chciałbym zostać w Lublinie i grać w tutaj.

 

Jaka jest Twoja ulubiona pozycja na boisku? Grasz chyba na każdej pozycji, która jest wymagana od Ciebie?

Moją ulubioną pozycję jest Tight End, ale z konieczności występowałem, jako Defensive end.

(red. Tight End (TE) – gracz ofensywy uprawniony do łapania podań, mocniejszy fizycznie od Wide Reciverów, często wspiera w blokowaniu Linię ofensywną. Defensive ends (DE). W zależności od sytuacji ich celem jest powstrzymywanie running backów lub wywarcie presji na quarterbacka.)

W tym sezonie byłem już bliski by grać na mojej ulubionej pozycji, ale po sparingu z Lwami Lwów zauważyłem, że mamy problem z linią ofensywną. Powiedziałem trenerowi, że nie chcę grać w OL, ale jeżeli jest taka potrzeba, zrobię to dla drużyny. To nie jest moje miejsce na boisku, nie tam chciałbym grać, ale w tym sporcie nie chodzi o to żeby spełniać zachcianki pojedynczych zawodników. Nie ja jestem tu najważniejszy, tylko drużyna. Jeżeli zdobędę 10 przyłożeń w meczu grając, jako TE, a Tytani przegrają mecz, to gdzie jest w tym sens i jakie ma znaczenie mój dobry występ? Mogę być zły, że nie gram na ulubionej pozycji, ale i tak najważniejsze jest dobro drużyny. To tak jak w wojsku - nie chce ci się nosić tego karabinu maszynowego, bo jest bardzo ciężki, ale jednocześnie nie chcesz przegrać. (śmiech)

 

Co cenisz najbardziej w Tytanach?

Przyjaźń. Kiedy spotykamy się razem, jest między nami ta niewypowiedziana relacja i więź. Uważam, że to jest w każdej drużynie sportowej, ale w Tytanach jest to szczególnie widoczne. Mam na myśli również to, że w trakcie gry mam pewność, że jeżeli ktoś z przeciwnej drużyny zagra nie w porządku wobec mnie, to od razu stanie za mną kilku Tytanów. A ja zrobię dla nich to samo. W tym sporcie musisz opierać się na braterstwie, a to w Tytanach działa naprawdę świetnie.

 

Kiedy patrzę na was z trybun, mam wrażenie, że starasz się rozpalać tego amerykańskiego ducha gry, jakbyś chciał zarazić kolegów amerykańską mentalnością.

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem najlepszym zawodników Tytanów. Moim największym wkładem jest to, że przynoszę właśnie tą wiedzę, to zrozumienie dla gry i kultury zwycięzców.

Jest coś takiego w futbolu amerykańskim, co jest również częścią naszej kultury, co karze nam się doskonalić w tym, czym się zajmujemy. Jak dobrze wiesz, Amerykanie dorastają z tym sportem i wiedzą, co jest niezbędne żeby wygrywać, jakich poświęceń wymaga i co trzeba zrobić żeby iść naprzód. Żeby przeszczepić to na polski grunt, potrzebni są zawodnicy z USA. Dlatego uważam za kompletną bzdurę zasadę ligi, która mówi, że w drużynie może grać tylko dwóch amerykańskich zawodników. Moim zdaniem większa ilość zawodników z Ameryki zagwarantuje szybszy rozwój dyscypliny.

 

Co byś zmienił w Tytanach?

Więcej treningów! Tylko tą jedną rzecz mam do powiedzenia. Niektórzy nie ćwiczą wystarczająco dużo i to było widoczne w ostatnim meczu. W trakcie sezonu za dużo osób opuszcza treningi, a na jego początku i przed jego rozpoczęciem frekwencja była bardzo duża. Mówiłem o amerykańskiej kulturze uprawiania sportu i teraz do tego wrócę. Kiedy byłem w szkole w Stanach, rano chodziłem z całą drużyną na siłownię, po szkole na trening i jeżeli jeszcze był czas, to mieliśmy zajęcia teoretyczne. Mieliśmy trzy treningi dziennie przez cały rok i całe wakacje z wyłączeniem tych tygodni, kiedy mieliśmy mecze, więc można sobie tylko wyobrazić ile czasu spędzaliśmy z futbolówką i myśląc o futbolu. Przenieśmy to na warunki Tytanów: gdy na treningu przed decydującymi meczami nie stawia się cała drużyna i wygrywamy u siebie jednym punktem z drużyną z Rzeszowa, z którą wcześniej wygrywaliśmy zdecydowanie, czy męczymy się z drużyną z Radomia, mimo że deklasowaliśmy ją w poprzednim sezonie. Chłopcy nie rozumieją jednej rzeczy. Oczywiście możesz uprawiać ten sport i trenować sobie dwa razy w tygodniu, ale nie nazywaj się graczem futbolu amerykańskiego, bo dobrze wiesz, że nim nie jesteś. Przebranie się w strój raz na jakiś czas nie czyni z ciebie zawodnika i sportowca. Jeżeli chcesz wygrywać, to musisz się poświęcić i dawać z siebie wszystko. Powinniśmy trenować 5 razy w tygodniu i na każdy trening powinni przychodzić wszyscy. Rozumiem, że zawodnicy mają rodziny, mają pracę, ale jeżeli chcemy odnieść sukces, to futbol bezwzględnie musi być bardzo wysoko na liście celów w życiu. Ostatnie spotkanie z Rakietami z Rzeszowa to był najgorszy mecz w naszym wykonaniu. Wszyscy zagraliśmy po prostu źle, łącznie ze mną. Stało się tak wyłącznie z jednego powodu – za mało trenowaliśmy. Osobiście popełniłem około kilka błędów, których mógłbym uniknąć, gdybyśmy ćwiczyli cały tydzień. W nieskończoność będę powtarzał - musimy więcej trenować. Idąc dalej tym tropem to nie da się nie zauważyć, że w Polsce jest bardzo duża rozbieżność między poziomem gry tych najlepszych drużyn, takich jak Panthers Wrocław czy Lowlanders Białystok, a drużynami z końca stawki jak my, Rakiety czy Radom. W związku z tym mam pytanie do osób, które lekceważą treningi – jeśli uda nam się awansować do LFA 1 to, jaki dokładnie macie plan na grę z takimi tuzami jak Panthers, pamiętając o tym, że w ostatnim meczu sezonu regularnego pokonaliśmy Rzeszów jednym punktem? Macie zamiar przyjść na mecz?

Bo jeśli nie zaczniemy trenować na poważnie to czeka nas upokorzenie związane z porażkami.

Przecież to okropne uczucie. Zawodnicy najlepszych polskich drużyn nie są innymi ludźmi
od nas. Jedyna różnica między nami jest taka, że oni traktują futbol poważnie i wiele więcej trenują. Jestem pewien, że każdą wolną chwilę wypełnia trening.

 

Czy w Tytanach nie ma zawodników, którzy są gotowi grać na najwyższym krajowym poziomie?

Oczywiście, że w drużynie mamy wielu takich zawodników! Jest choćby Kamil Szalak (wywiad ->tutaj<-), który trenował podnoszenie ciężarów, Artur Czarnik (wywiad ->tutaj<-), który długo trenował biegi, jestem ja z moimi doświadczeniami w boksie czy Alessandro. To chłopaki, którzy w swoich dyscyplinach startowali w zawodach na wysokim szczeblu i pewnie, dlatego rozumiemy to, że aby współzawodniczyć z najlepszymi, musisz trenować tyle samo, a nawet więcej niż najlepsi. Oni i kilku innych w drużynie doskonale to rozumieją. To naprawdę jest solidny szkielet, na którym można tą drużynę oprzeć. Wszystko, czego potrzeba to zrozumienie tej idei przez resztę graczy. Poziom futbolu amerykańskiego w Polsce wzrasta z roku na rok i jeżeli chcemy się liczyć to musimy się pospieszyć i zmienić podejście na bardziej profesjonalne, bo wiele drużyn i zawodników już to zrozumiało i coraz bardziej angażują się w grę. Nie możemy też traktować meczy i treningów, jako miejsca spotkań towarzyskich z kolegami. Oczywiście, kiedy mamy przerwę, to jak najbardziej powinniśmy się integrować, ale w trakcie ćwiczenia to 100% naszej uwagi musi być skupiona na tym, co robimy. Mimo, że nie zarabiamy nic w Tytanach, to uważam, że jest to nasz obowiązek. Trening to nasze miejsce pracy, gdzie powinniśmy dawać z siebie wszystko, dla siebie i dla drużyny, a moją zapłatą jest zwycięstwo. To jest moja nagroda za pracę, którą włożyłem i jedyna forma wyróżnienia, która ma dla mnie jakiekolwiek znaczenie.

 

Jakie jest Twoje marzenie związane z Tytanami, gdzie chciałbyś dojść z tą drużyną?

Więcej treningów. Nigdy nie uda nam się wygrać LFA-2 i LFA-1, jeżeli nie będziemy więcej ćwiczyć. Uważam, że mamy potencjał by wygrać LFA-2 już w tym sezonie, ale nie stanie się to, jeżeli ten czas, który dzieli nas od finału, nie będzie wypełniony treningami, na które przychodzić będzie cały skład. Towers Opole (red. Przeciwnik Tytanów w półfinale LFA2) ma dobrych sponsorów, ich gra dobrze wygląda, poświęcili cały rok żeby dojść do tego miejsca. Myślisz, że oni nie będą trenować? Ja myślę, że trenują w chwili, kiedy my rozmawiamy. Walkę wygrywa się przed meczem. Na siłowniach, boiskach i trasach biegowych. Nie możesz od siebie oczekiwać, że będziesz mistrzem, jeżeli nie poświęcisz się i nie będziesz trenował o wiele więcej niż twoi konkurenci!

 

Dawson, co sądzisz o sytuacji z zawodnikami z USA, którzy w zastanawiąjących okolicznościach rozstali się ostatnio z Panthers Wrocław?

Polska to wspaniałe miejsce, ale dla nas, dla chłopaków z oceanu, to jest wciąż w pewnym stopniu obcy kraj. Mimo wielu podobieństw między Polską a Stanami, nie jestem zdziwiony, że uciekli. Naprawdę nie muszę znać powodów i przyczyn, z jakich wyjechali. Chodzi o to, że czasami marzenia mogą nie pokrywać się z rzeczywistością. Mogło frustrować ich wiele rzeczy, jak choćby to, że ich koledzy mówią w języku, który jest niezrozumiały, futbol nie jest tak ważny dla nich jak dla mnie, a na mecz nie przychodzi tyle osób, co w USA. To mogło być dla nich zbyt ekstremalne. Nie próbuję ich tłumaczyć, mówię tylko, że jestem w stanie ich zrozumieć. Uważam, że zachowali się nieelegancko nie mówiąc nic nikomu. Jeśli jesteś mężczyzną i masz z kimś problem, powinieneś potrafić stanąć przed zarządem czy trenerem i powiedzieć chociaż – „Słuchaj skończyłem z Wami, wracam do Stanów. Mam z Wami problem. Do widzenia.” Jeżeli naprawdę nic nikomu nie powiedzieli, to źle się zachowali. Facet musi umieć stanąć na wysokości zadania. Kiedy miałem 18 lat poleciałem na 14 miesięcy do Korei. Gdy ktoś po czterech miesiącach mnie pytał czy chce wracać do domu to mówiłem „Oczywiście, że chcę wracać”. Naturalnym pragnieniem była chęć powrotu do domu, ale wiedziałem, do czego się zobowiązałem i czego na mocy mojego zobowiązania wymaga ode mnie Armia. Absolutnie nie chcę przez to powiedzieć, że Panthers zarządzają swoim klubem jak armia USA zarządzała swoimi żołnierzami w Korei. (śmiech) Chcę tylko powiedzieć, że chłopaki widocznie nie byli wstanie udźwignąć ciężaru, jaki na siebie wzięli. Cokolwiek by im nie pasowało, powinni, chociaż się pożegnać.

 

A jakie są Twoje indywidualne marzenia i cele sportowe?

Chcę grać, dopóki zdrowie będzie mi na to pozwalać. W ciągu najbliższych 5 lat marzy mi się zdobycie przyłożenia dla Tytanów. (śmiech)

 

Jakie są twoje zainteresowania i hobby?

Od czasów szkolnych kocham breakdance i graffiti. Uprawiam każdy możliwy sport. Nie ograniczam się w swoich zainteresowaniach. Uwielbiam gry karciane, planszowe czy PlayStation. Kocham podróże. Lubię po prostu zdobywać nowe doświadczenia i przeżywać nowe przygody. Im więcej mogę tego zrobić, tym bardziej się cieszę. Staram się być po prostu aktywnym.

 

Które drużyny NFL lubisz najbardziej?

Jest tylko jedna drużyna San Francisco 49ers! Ulubionym moim graczem jest Jerry Rice. (red . przez wielu specjalistów uznawany za najlepszego skrzydłowego / wide receivera w historii NFL).

Pozdrawiam przy okazji wszystkich fanów Seattle Seahawks! (śmiech)

 

Kogo dominujesz Do następnego wywiadu?

Szymona Minorowskiego

 

Dziękuję za wywiad.

 

Zapraszamy do kontaktu wszystkich, którzy chcieliby przyłączyć się do działań na rzecz rozwoju naszego klubu.

 

Rozmawiał: Kamil Chrzan

Zdjęcia: Industi - Software & Branding.

autor: Kamil Chrzan