Instagram Galeria

Aktualności

15.05.2018
Green Ducks and revenge of the Captain

Opis wydarzeń jakie wczoraj zobaczyliśmy na stadionie przy Alejach Zygmuntowskich, aż się prosi o przesłanie do studia Marvel. Myślę, że to może być ciekawa ekranizacja i już widzę ten kreskówkowy wstęp:

„Ktoś nowy pojawił się w mieście”, „Chaos zawładnął ulicami”, „Ktoś musiał coś z tym zrobić”.

Z ciemności wyłaniają się postacie i pewne siebie zmierzają w kierunku miasta. Nie wiedzą jeszcze, że mieszkańcy mają swoich opiekunów. Nad ich spokojnym snem czuwa grupa wojowników. W dzień niemalże niezauważalnie przemieszczają się uliczkami, prowadząc normalne życie. Ale we wtorkowe i czwartkowe wieczory próżno szukać ich w domowym zaciszu. To dni spotkań i ćwiczeń, które pozwalają lepiej rozumieć resztę drużyny oraz dumnie reprezentować Kozi gród.

Na ich czele Marvel postawiłoby bohatera wśród bohaterów, kogoś kto walczy do końca, kto się nie potrafi poddać, kto pcha, a kiedy trzeba niesie swoich kompanów na plecach. Bez wątpienia tym kimś byłby Kapitan Ameryka, ale On musi pilnować swojego kraju, a do tego wyłapywać nieprawidłowości w NFL. Dlatego w tym odcinku główną postacią zostałby nasz lubelski Superbohater. Osoba, którą doskonale zna tutejsza społeczność, a ona sama posiada komplet umiejętność i cech charakteru, aby nosić ten przydomek. W oczach kibiców Tytanów tym herosem zostałby rozgrywający Mateusz Majewski. Nasz KAPITAN LUBLIN.

 

Jak to zawsze bywa i tutaj musi kiedyś dojść do walki dobra ze złem. Kapitan i jego ludzie w końcu muszą stanąć twarzą w twarz z przeciwnikiem. I to właśnie stało się 13go maja, kiedy wszyscy dostali szanse zrewanżowana się Green Ducks Radom za wcześniejszą porażkę. Z całym zapleczem twardych, nieugiętych  i niepokonanych na własnej ziemi Tytanów wszystko musiało pójść zgodnie z planem. Początek walki szybko przyniósł przewagę, dzięki Arturowi Czarnikowi. Kiedy przeciwnik zakołysał się na nogach dostał celne kopniecie od Macieja Marca (K). Nasz KAPITAN robił co mógł by przesuwać linie ofensywy do przodu. Poza świetnymi podaniami pokazał nam, że kilkudziesięciojardowe scramble z tamtego sezonu to była tylko namiastka, tego co będzie się działo. Swoje dołożyli również Marcin Grosman z jednym z ładniejszych rajdów spotkania, a w obronie wyróżnił się Alessandro D’Alice. Niespodziewanie przeciwnik dostał się do End zonu, ale pierwszą połowę zamyka stalowym chwytem, grający świetny mecz Paweł Burył. Kolejny punkt dorzuca  Maciej Marzec (14:6).

Nastaje cisza, kurz po walce opada, ale przeciwnik nie uciekł, cofnął się tylko by złapać oddech i uderzyć jeszcze mocniej. Nic nie mogło wywołać większej dramaturgii niż nagły atak. Nasi obrońcy opadają z sił i dopuszczają do wyrównania. Kilkaset gardeł krzyczy „To jest nasz dom” dając wsparcie drużynie, która mimo prób nie może przechylić szali na swoja stronę. W tej chwili na ekranie zobaczylibyśmy jakieś niezrozumiałe jeszcze mrugnięcie oka, jakby wszystko co się zdarzyło do tej pory było zaplanowane. Jakby Tytani tylko bawili się z przeciwnikiem przed zadaniem ostatecznego ciosu. W 4tej próbie Maciej ponownie kopie piłkę i przewaga jest faktem (17:14). To jeszcze nie koniec, teraz Kaczory mają swoją szanse. Wystarczy im jedno cele podanie, jakiś udany fake by odwrócić losy tego pojedynku. Jednak po raz drugi psują snap, a piłka na kilka jardów przed polem punktowym trafia w ręce gospodarzy. KAPITAN LUBLIN miał sporo czasu by dopełnić swojej zemsty i dać towarzyszom upragnione zwycięstwo. Te minuty dzięki ujęciom w slow motion można by rozciągnąć do kwadransa. Widzowie nie mogliby doczekać się końca i dokładnie tak zapętali to kibice. I w tej chwili nerwów i wyczekiwania na końcu boiska melduje się Artur Czarnik. I ponownie bezbłędne podwyższenie.

Uderzenie, pada ostatni przeciwnik, a na twarzach naszej drużyny powoli pojawia się uśmiech.

 fot. Ola Rzepecka

Green Ducks odjeżdżają choć czuć, że któregoś dnia spróbują ponowie, że saga będzie kontynuowana.

Na ulicach widać wiwatujących mieszkańców, a nasi bohaterowie znikają w mroku miasta. Niosą się za nimi okrzyki:

„Dziękujemy KAPITANIE LUBLIN, Dziękujemy Tytani”

 

THE END

fot. Ola Rzepecka

autor: Maciej Wójtowicz